W moim napiętym harmonogramie już od kilku tygodni był zapis że w piątek 4 marca zaworzę Babcię na lotnisko. Było do dla mnie dodatkowe doświadcznie, gdyż dotychczas zawsze Agnieszkę oebierałe z Poryu lotniczego im Kopernika a tu proszę jaki awans. W sumie rzeczą dla mnie najbardziej niepojętą w tym całym przedsięwzięciu to czas przed odlotem jaki wcześniej trzeba przybyć na lotnisko, następnie odprawić się w jednej i drugiej bramce....
Przy tej okazji przypomniała mi się rozmowa z jednym specjalistą z wydziału mechanicznego iż latanie samolotami na odległości poniżej 800 km kazuje się nie zawsze czasowo opłacalne, zakładając że mamy alternatywę w postaci szybkiego pociągu pociągu (pow. 200 km /h). Taki to bilans:
podróż koleją żelazną:
przejazd ok 5h
dotarcie na dworzec 15 min lub szybciej
wsiadanie do wagonu ok 5 min
wysiadanie z wagonu ok 5 min
dotarcie do centrum miasta 15 min lub szybciej
podróż samolotem:
przelot ok 2:30
dotarcie na lotnisko 1h lub dłużej
wsiadanie do maszyny 1h
wysiadanie z maszyny 30 min
dotarcie do centrum miasta 1 h lub dłużej
Jak by nie patrzeć 800 km to pół dnia straconego. Mam nadzieje że załapaliście logikę.
a no i "gwiazdka" dla systemu Polskiego - nie mamy alternatywy w postaci szybkich pociągów, ale może w 2030 roku...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz